Opiekunowie nasion. Baśnie terapeutyczne
Tekst: Aneta Bujnowska, Natalia Fiedorczuk
Ilustracje: Maria Dek
Wydawnictwo Natuli
W małej jamce na skraju lasu mieszkają Mama, Tata i małe Lolo; niebawem dołącza do nich jeszcze Babu. Bohaterowie „Opiekunów nasion” Anety Bujnowskiej i Natalii Fiedorczuk, zbioru terapeutycznych baśni pomagających w budowaniu i utrzymaniu porozumienia na linii rodzice – dziecko (oraz vice versa), są małymi istotkami pokrewnymi zapewne leśnym skrzatom lub krasnoludkom; ich głównym zadaniem jest opieka nad nasionami i czuwanie nad świeżo wykiełkowanymi roślinkami.
Maria Dek wyczarowuje małe królestwo jeszcze mniejszych istotek z czułością, ale i z malarską energią. Na jej ilustracjach – kolokwialnie mówiąc – dzieje się: wśród ogromnych kwiatów, grzybów i liści uwijają się mrówki, brzęczą trzmiele, pełza intensywnie różowa dżdżownica o niebieskich ślepiach, drepczą zajęte rozmaitymi sprawami kosmate pająki i czerwono-czarne kowaliki. Dystyngowany motyl w berecie i z monoklem w oku prowadzi malarskie warsztaty, a przyjazna sroka zabiera bohaterów na podniebną przejażdżkę, by zaraz potem pochwalić się swoją kolekcją błyskotek. W przytulnych i wygodnie umeblowanych podziemnych norkach, które często mamy tu okazję oglądać w przekroju, aż chciałoby się zamieszkać.
Wszystko to jest ukazane w żywych, a zarazem naturalnych, miłych dla oka barwach; są to przecież kolory lasu i łąki, w tym wypadku widzianych w ekstremalnym zbliżeniu – z owadziej perspektywy czy może przez lupę zapalonego obserwatora przyrody. Bo też i te ilustracje odwołują się bezpośrednio do dziecięcego sposobu oglądania świata: z bliska, uważnie, z zachwytem, choć i (w dobrym tego słowa znaczeniu) naiwnie, bez uprzedzeń wynikających z naukowej wiedzy nabytej na szkolnych lekcjach biologii. Młodzi odbiorcy, obcując z pracami Marii Dek, poczują się więc jak u siebie, zaś dorośli być może przypomną sobie tamte odległe czasy, kiedy sami byli przedszkolakami, w skupieniu kontemplującymi krzątaninę mieszkańców mrowiska czy powolną wędrówkę ślimaka po pniu drzewa.
Adam Pękalski
















