Marcin Szczygielski, „Bajtowe wersety”, Dwie Siostry
Nominacja do nagrody literackiej:
Tolo, młody bajt, żyje spokojnie w sektorze BS112, gdzieś na dysku, który – jak wierzy – Buk Marzenka IVC stworzył dla bajtów wygnanych z RAM-u. Wkrótce bohater wyrusza w podróż rzeką danych, a ta wyprawa całkowicie odmienia jego sposób widzenia świata (a raczej – dysku). W Bajtowych wersetach, niezwykłej wirtualnej dystopii, Marcin Szczygielski mistrzowsko zderza elementy środowiska komputerowego z parafrazami ksiąg biblijnych, tradycję z nowoczesnością, przygodę z refleksją. Bawi się też językiem (towarzyszka Tola to Partycja, bajtowie wieszają na ścianach ikony, a po zgaśnięciu czeka ich wieczny żywot w chmurze) i jednocześnie opowiada o wolnej woli, buncie i poznaniu. Tytuł utworu wyraźnie nawiązuje do Szatańskich wersetów, a polski autor, podobnie jak Salman Rushdie, pozostaje co najmniej krytyczny wobec utrwalonych tradycją paradygmatów i do krytycznego myślenia konsekwentnie zachęca. Nie rezygnuje przy tym jednak z właściwego sobie humoru, co widać już w pierwszych zdaniach powieści: „Na początku było nic. A z pewnością nic istotnego”.
Maciej Skowera
Nominacja do nagrody graficznej:
„Bajtowe wersety”
Tekst: Marcin Szczygielski
Ilustracje: Jacek Ambrożewski
Wydawnictwo Dwie Siostry
Prawdziwym wyzwaniem dla ilustratora jest wyobrażenie sobie rzeczy, których na zdrowy rozum wyobrazić sobie niepodobna. Jak bowiem – na przykład – wyglądają bajty? Dzięki Jackowi Ambrożewskiemu już wiemy: bajty, przynajmniej te zaludniające świat, którym niepodzielnie włada wszechmogący Buk Marzenka IVC, są kanciaste, na ogół uśmiechnięte i nierzadko zwieńczone figlarnymi antenkami. Bohaterowie „Bajtowych wersetów” Marcina Szczygielskiego zamieszkują twardy dysk laptopa należącego do czwartoklasistki ze szkoły podstawowej numer dwanaście w Gryficach, choć oczywiście nie mają o tym zielonego pojęcia, pędząc swój bogobojny żywot wśród drzew folderowych i pagórków spamu, a całą wiedzę o świecie czerpiąc ze świętej Bajtów Księgi Stworzenia.
Jacek Ambrożewski zgrabnie i inteligentnie unika pokusy przyjęcia wypieszczonej, futurystycznej estetyki typowej dla grafiki komputerowej, wybierając analogowe narzędzia w celu przedstawienia digitalnej rzeczywistości. Jego czarno-białe ilustracje z jednej strony zdradzają pokrewieństwo z rysunkami Daniela Mroza znanymi z lemowskich „Bajek robotów” i „Cyberiady”, zaś z drugiej – z kubizująco-komiksową estetyką prac Henninga Wagenbretha. Przede wszystkim jednak unosi się nad nimi duch Saula Steinberga z jego niepowtarzalną umiejętnością łączenia geometrycznej surowości kreski z przewrotnym, inteligentnym humorem.
Sympatyczna groteska współgra doskonale z satyrycznym tonem opowieści, a konsekwentnie utrzymywana graficzna jednorodność ułatwia czytelnikowi immersję w tym osobliwym, choć przecież nie tak do końca od naszego różnym, cyfrowym uniwersum.
Adam Pękalski
















